Ich związek nie będzie łatwy. Są przeciwieństwami: wodą i ogniem, cukrem i solą A kiedy zbliżają się do siebie, lecą iskry Świat siedemnastoletniej Noah właśnie wywraca się do góry nogami. Zostaje zmuszona do przeprowadzki z Kanady do Los Angeles. Ma zamieszkać z nowym mężem matki, milionerem, i jego dorosłym synem
Witam w nowej serii na kanale :D Kanał z Minecraft: https://www.youtube.com/channel/UCpjSvHP6PvjoQI8U47eRfpgI - Film z mitów : https://youtu.be/-vorgWn5Qe0II
O tym, że nie jest łatwo znaleźć komedię czy farsę, która da możliwość aktorom do zagrania ciekawych ról, a jednocześnie widzom pozwoli bawić się zaskakującymi perypetiami bohaterów, można się przekonać nie raz i dwa śledząc repertuar teatrów specjalizujących się właśnie w tym rozrywkowym gatunku.
Czasem nasze działania są nieskuteczne i prowadzą do bankructwa, ale nawet wtedy nie można się poddawać. Z problemów należy wyciągać wnioski. Analiza niepowodzenia pozwala uchronić się od porażek w przyszłości. Jak zostać milionerem – technika małych kroków . Nikt nie zostaje milionerem w kilka chwil.
Chłopak ze slumsów zostaje milionerem w ciągu jednej nocy. He was convinced his next invention would make him a millionaire once more. Był przekonany, ze kolejny wynalazek ponownie uczyni go milionerem .
Hasło krzyżówkowe „niektóry, nie każdy” w leksykonie krzyżówkowym. W naszym leksykonie szaradzisty dla wyrażenia niektóry, nie każdy znajduje się tylko 1 opis do krzyżówki. Definicje te zostały podzielone na 1 grupę znaczeniową.
I got love enough to spare. That makes me a millionaire. I got a woman with eyes that shine. Down deep as a diamond mine. She's my treasure so very rare. She made me a millionaire. When we ride around, ride around this old town. In the beat-up car, with the windows down. People look at her and they look at me.
Książka Pani Doliny autorstwa Magoska-Suchar Monika, dostępna w Sklepie EMPIK.COM w cenie 35,92 zł. Przeczytaj recenzję Pani Doliny. Zamów dostawę do dowolnego salonu i zapłać przy odbiorze!
W przypadku książki Jak zostałem milionerem, czyli dlaczego jedni mają, a drudzy nie mogą związać końca z końcem rok wydania to 2007. Oznacza to, że odpowiedź na powyższe pytanie jest taka, że książkę wydano w 2007, czyli 16 lat temu. Oznacza to także, że książka Jak zostałem milionerem, czyli dlaczego jedni mają, a drudzy
3. Patrz optymistycznie w przyszłość. Patrz daleko na drogę przed siebie. Miej wizję. Każdy milioner musiał od czegoś zacząć. Aby Warren Buffet miał dzisiejszy majątek wartości 25 miliardów - startował kiedyś z 25 dolarami. Postaw sobie poprzeczkę wysoko i idź do celu małymi kroczkami ale z uśmiechem.
kutn5JM. Home Książki Biznes, finanse Jak zostałem milionerem, czyli dlaczego jedni mają, a drudzy nie mogą związać końca z końcem (...) Bez względu na to, czy mieszkałem w Polsce, w Argentynie, w Stanach Zjednoczonych czy w Meksyku, miałem zawsze to, na co zasłużyłem. Dobrze wiem, że sytuacja materialna większości ludzi jest li tylko rezultatem włożonej przez nich pracy, wysiłku i rozsądku. Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni. Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie: • online • przelewem • kartą płatniczą • Blikiem • podczas odbioru W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę. papierowe ebook audiobook wszystkie formaty Sortuj: Książki autora Podobne książki Oceny Średnia ocen 7,6 / 10 150 ocen Twoja ocena 0 / 10 Cytaty Powiązane treści
Buck’s of Woodside to restauracja w Woodside w Kalifornii, która zyskała sławę jako miejsce spotkań wielu inwestorów z pobliskiej Doliny Krzemowej. Na pierwszy rzut oka niepozorna restauracja, ale przy stolikach tego lokalu odbywały się spotkania decydujące o powstaniu wielkoformatowych biznesów. Ponoć jedynie Steve Jobs się w niej nie pojawił, bo miejsce to nie potrafiło dać mu odpowiedniej jakości, jakiej oczekiwał. Ale podobno to tu Bill Draper Jerry Yang z Billeml Draper’em rozmawiał o finansowaniu dla obiecującego startupu, jakim był wówczas Yahoo, a Elon Musk podjął decyzję o uruchomieniu usługi PayPal. Buck’s Restaurant była też pierwszym lokalem w Stanach Zjednoczonych, gdzie zaoferowano gościom darmowy, publicznie dostępny hotspot. Restauracja gościła wielu znanych polityków i to tu Marc Andreessen spotkał po raz pierwszy Johna Doerra, który wsparł finansowanie przeglądarki Netscape Navigator. To tam założono też pocztę Hotmail. Mama inwestorka, mąż od innowacji, syn interesujący się, a teraz studiujący e-biznes – no nie mogliśmy tam nie być, podróżując jakiś czas temu po USA, odwiedzając też okolice Doliny Krzemowej. Jaki przypadek też, że dostaliśmy stolik dokładnie pod tym zdjęciem, które widzisz poniżej, z wielkim inwestorem – Warrenem Buffettem. Ale właściwie to chciałam o tym napisać jedynie w kategorii ciekawostki, bo główne pytanie, jakie stawiam sobie w tym poście jest inne. Wielu z nas zastanawia, co powoduje, że jedni stają się milionerami, a inni, choćby zarabiali po kilkadziesiąt tysięcy na miesiąc, wydadzą, ile mają. Powstaje wiele analiz i obserwacji na ten temat, i wielu stara się dociec, co zrobić, by mieć choć jeden milion na koncie. Podobno większość współczesnych milionerów mieszka zwyczajnie w dzielnicach klasy średniej i zwraca uwagę na promocje w sklepach. Co głównie motywuje ich do posiadania coraz większej ilości pieniędzy? Nie, wcale nie chęć posiadania dóbr materialnych, ale chęć posiadania kapitału koniecznego do uzyskania wolności finansowej, która da im wolność wyborów. Ile razy bankrutuje milioner? Czy wiesz, że przeciętny milioner zbankrutuje w swoim życiu średnio 3, 5 razy?! Jasne, że to nie przydarzy się każdemu z nich. Sam jednak fakt, że potrafią oni się podnieść po takiej porażce i znów i znów zarobić miliony, powinien dawać do myślenia…. Na przykład Donald Trump ogłaszał bankructwo aż 4 razy. To pokazuje, że milionerem raczej nie zostaje się dzięki tzw. szczęściu, a przede wszystkim dzięki doświadczeniu oraz wiedzy: w co inwestować, co i jak sprzedawać, jak się promować, jak znaleźć pomysł itp. Dla większości milionerów nie jest to jednak szybka droga. Z badań Toma Corleya wynika, że ponad 50% milionerów potrzebowało 38 lat, by nim zostać. Co myślą bogaci ludzie? Większość milionerów mówi też, że nie ma lepszej inwestycji niż wiedza. Jeśli przeczytasz w swoim życiu kilkanaście albo i kilkadziesiąt książek na temat finansów, w którymś momencie nauczysz się nimi tak zarządzać, że choćbyś teraz nie miał ani grosza przy duszy, zarobisz miliony. Ale czy to wystarczy, by stać się milionerem? Steve Siebold, autor książki „How Rich Poeple Think” przepytał ponad 1300 najbogatszych ludzi świata. Co przede wszystkim wpływało na to, że ktoś został milionerem? Pieniądze rozwiązują większość problemów Najbogatsi patrzą na pieniądze jak na rzecz, która może zapewnić im wolność, szanse, możliwości albo spokój. I zdają sobie sprawę z tego, że duży kapitał pozwala im rozwiązać większość problemów. Oni wiedzą, iż pieniądze są po prostu narzędziem. Bill Gates nie skończył Harvardu, ale czyta bardzo dużo książek Bardzo dużo osób z ludzi sukcesu nie ma nawet licencjatu. Ale ci, którzy sami zarobili swoje miliony wiedzą, że na ich bogactwo wpływ miało skupienie i wytrwałość. Podążanie za pasją zazwyczaj przynosi pieniądze Rób to co kochasz, czyli podążanie za pasjami Bogaci nie myślą o tym, ile mogą dostać pieniędzy za jakąś pracę, ale jak zarabiać pieniądze na tym, co kochają. Zamiast więc skupiać się na pracy, która ma przynieść jak najwięcej zysków, warto skupić się na takiej, która ma największy potencjał, by wypełniać twoje potrzeby i podążać za tym, co kochasz. Nie musisz mieć pieniędzy, by stać się bogatym Taki mit, że trzeba posiadać pieniądze, żeby je zarabiać może być ograniczający. Żeby zarabiać miliony i osiągnąć sukces, warto skupić się na kreatywnych i innowacyjnych pomysłach. Często są one wynikiem właśnie braku pieniędzy. Goń swoje pieniądze Nie siedź w kącie, nie myśl, że ktoś/coś nagle cię odkryje i da ci majątek. Milioner, jeśli chce mieć dużo pieniędzy, buduje z pełną świadomością swój własny majątek. Bogaci wyznaczają konkretne cele finansowe i rozpisują, jak je zrealizować. Najszybszą droga do bogactwa jest samozatrudnienie Bogaci to najczęściej osoby samozatrudnione, które same decydują, ile zarobią. Wielu jest też bogatych, którzy mają stawkę godzinową i są zatrudnieni, ale dla większości to najwolniejsza droga do bogactwa. Samozatrudnienie to ponoć najszybsza droga do sukcesu finansowego. Bogactwo zależy tylko od nas i jest to wewnętrzny proces Ponoć każdy mogłby być bogaty, ale trzeba… myśleć. Bogacenie się wynika z tego, co i jak myślimy i w co wierzymy, jeśli chodzi o kwestie zarabiania pieniędzy. Ponoć większość z nas mówi sobie, że bogacenie się jest poza naszą kontrolą. A prawda jest taka, że jest to wewnętrzny proces. Ciekawa jestem Twojej refleksji związanej z budowaniem majątku i jakie masz obserwacje związane z bogaceniem się?
O najgorszym finansowo kontrakcie od dwunastu lat, o naleśnikach posypanych złotymi wiórkami kokosowymi, o perspektywie gry ze Sławomirem Peszko, o pięciolitrowej butli Johnny Walkera w gabinecie prezesa, o luksusowych warunkach w nowym klubie, o dryblingach w okręgówce, o śmiesznych nazwach przyszłych rywali, o przeszłości, teraźniejszości, przyszłości. Adam Kotleszka i Kamil Gapiński przepytali Radosława Majewskiego po transferze do Wieczystej. To jedna z tych rozmów, kiedy nie ma sensu nawet dodawać kultowego śmiechu w nawiasie, bo Majewski śmiał się praktycznie non stop. Zapraszamy do wersji tekstowej rozmowy z anteny WeszłoFM. Obudziliśmy?Naleśniki akurat robię. Dostałem zlecenie na zadanie. Jak dostajesz zlecenie od córy na naleśniki, to nie masz prawa czekać dłużej niż dziesięć sekund. Z wami gadam, a zostawiłem to w tym, termo-miksie, czy tam jak się nazywa to, co miesza. Sam nie podpisaniu kontraktu z Wieczystą będziesz mógł córce złotymi wiórkami kokosowymi posypywać naleśniki. Dostałem najgorszy od dwunastu lat kontrakt finansowo! Nie będę milionerem. Przepraszam, nie mogę być nim z Wieczystej była jedyną czy mogłeś w nich przebierać?No właśnie, nie mogłem, rynek trochę mnie zweryfikował. Czułem duży support od kibiców Pogoni Szczecin. Pisali do mnie prywatnie, pytali mnie, dzwonili, było mi miło, więc wszystko wytłumaczyłem w poście na moich socjalach, żeby być wobec nich przyzwoitym. Nie było konkretów. Sam zadzwoniłem do Pogoni, bo tak się umawiałem, że jak będę wracał z zagranicy, to dam znać. Rozumiem ich, rozumiem rynek. Musiałem to wszystko zrozumieć, przestawić sobie w głowie. Każdy sobie zawodników wybrał, rozmawiałem z prezesami różnych klubów i od wszystkich słyszałem to samo. Mam swój wiek, dosyć długo nie grałem, nie byłem specjalnie rozchwytywany. Wiedziałem, że nawet jak ktoś będzie mnie zapraszał do klubu, to najpierw na testy, potem ewentualnie dalej, ale tych zaproszeń nie dwóch miesięcy czekałem na oferty. I coś tam było. Zapytania z I ligi. Prawie, że oferty, ale nie doszło dalszych rozmów i konkretów. Przy tym mówię: zawsze celowałem w dlatego wybrałeś okręgówkę?No tak. Zawsze tłumaczę to tak – masz dwie ręce. Na jednej plusy, na drugiej minusy każdej opcji. Ale ja miałem tylko jedną opcję. Nie miałem drugiego zdaniem kłamiesz. Nie chcesz zdradzić nam głównego powodu wyjazdu do Krakowa, czyli zagrania pierwszy raz w życiu ze Sławomirem Peszko. Nie, choć faktycznie nie graliśmy razem w klubie. Fajnie, że się spotkamy w Krakowie. Pogramy razem, potrenujemy, może czegoś się od siebie nauczymy. Wiadomo, to nie jest szczyt, ale tak zaczynają długoterminowe projekty. Podejrzewam, że nie dotrwam do czasów, kiedy Wieczysta będzie grała w Ekstraklasie, ale na razie daję sobie dwa lata. Liczy się też zdrowie, bo gdyby ono było, to nie rozmawialibyśmy o I, II, III lidze czy okręgówce, a o Ekstraklasie.***PRZECZYTAJ TEŻ WYWIAD Z TRENEREM WIECZYSTEJ, PRZEMYSŁAWEM CECHERZEM, PO TRANSFERZE MAJEWSKIEGO***Jak wygląda infrastruktura w Wieczystej? Mówi się, że z kranów leci Johnny jednego Johnny Walkera! Butla pięciolitrowa. Prezesowski pokój. Mnie się to podoba. Stadion nie jest ekstraklasowy. Trzeba zrobić sobie porównanie, ale reszta rzeczy? Szatnia ekstraklasowa. Budują jacuzzi, sauna i siłownia na dole, bo budynek został oddany do użytku. Nie wiem, kiedy prezes wszedł do klubu i zainwestował sto procent, ale plany są wielkie i rozpisane na wiele, wiele miesięcy do przodu. Widzę stadion, który zbudował, płytę główną, boisko treningowe, polepszaną szatnię, magazyny. Będzie greenkeeper. Powiedzcie mi, czy w okręgówce w jakiejkolwiek lidze na świecie tak to wygląda?Pewnie nie. Być może za 5-6 lat, w całym tym projekcie, nawet moje nazwisko nie będzie powtarzane, bo nie będę w stanie grać w wieku 40 lat, ale chcę zobaczyć chociaż, jak to wygląda na boisz się starć w okręgówce? Finezji na boisku może być tyle, ile w polskich się, boję się. Wczoraj gadałem z kolegą, który jest z prezesem jednego z hoteli na południu, i mówi mi:– Ty, my będziemy grali przeciwko trenuje trzy razy w tygodniu. Trochę zabawne. Z brzuchem na mecz, takie mecze mogą się zdarzać, ale myślę, że szybko się dostosuję. Wróćcie, przestosuje – wiem, że nie ma takiego wyrazu, ale napiszemy petycję do pana Miodka, żeby znalazło się w nowych słownikach języka polskiego. Jako dzieciak zaczynałem z panami, tak ich nazywałem, którzy grali w piłkę po godzinach, bo w normalnym trybie chodzili do pracy. Bywało, że jak im uciekałem na półtora metra, to wjeżdżali mi wyprostowanymi nogami w kolana i tego wolałbym uniknąć. U nas w drużynie wszyscy trenują na pełen etat, przez cały tydzień raz, a jednego dnia nawet dwa z „Gaborem”, z Grześkiem Jędrzejewskim, mieliśmy pomysł, żeby jeździć po szatniach w niższych ligach. Wiecie, ten cały klimat z zardzewiałymi kranami, z zimną wodą, z drewnianymi ławkami, ale tego w Wieczystej nie ma i nie będzie. A koniec września przyniesie ze sobą jeszcze lepsze warunki – sauna, jacuzzi, siłownia. Sam jestem tego wszystkiego w drużynie są zawodowcami?Wszyscy. Wczoraj byłem w Krakowie o jedenastej, a frekwencja na treningu wynosiła dwadzieścia kilka osób. Jedna osoba ma jakieś okienka – pracuje rano, z nami trenuje. A reszta? Reszta pełen profesjonalizm. I okej, liga nie jest profesjonalna, ale my jak najbardziej. Co do okręgówki, trudno zapamiętać nawet nazwy rywali. Tam jakaś Prądniczka, Prądowianka, to wicelider!Wczoraj się pytałem:– Gdzie gramy?– FC Kaszubka.– Gdzie to jest?– Kierunek Liski.– Kurwa, no jak?Wiedziałem, że tak może trochę folkloru. Będę robił ze stadionu jest twój cel?Chcę wrócić. Dostałem niedawno przypomnienie, że rok temu strzeliłem ładną bramkę w Pucharze Australii. Nie grałem rok. Pierwszy raz w życiu tak długo nie gram. Sam jestem ciekaw, jak będę wyglądał, jak będę grał, w jakiej będę formie. Peszkin mnie ostrzegał, żebym nie próbował dryblować. Nawet, jakbym był trzy razy od nich szybszy. Z kim nie gadam, to mówi mi, że nie grałem rok i że nie będzie łatwo. Ale ja też wiem, jaką pracę wykonałem, choć wiem, że mecz piłkarski to co innego niż jeszcze o tym, żeby po Wieczystej zagrać wyżej?Motywuję się tym, że do grudnia jeszcze coś może przyjść i wtedy porozmawiamy w klubie, jak wygląda sytuacja. Chcę wrócić do piłki. Potem wszystko jest możliwe. Taki to jest sport. Jak będę ze sobą fair, to będzie dobrze. Każdy ma swoje
Z badań przeprowadzonych przez Thomasa J. Stanleya i Williama D. Danko wynika, że zaledwie 83% dzieci rodzin milionerskich zostaje również milionerami. Nie zmienia to faktu, że nadal mamy większą szansę na zostanie milionerem jeżeli pochodzimy z rodziny milionerskiej, gdyż jak naukowcy wykazali, jedno na pięć dzieci milionerów zostaje milionerem. Jest to prawdopodobieństwo o wiele wyższe, niż dla dzieci z biedniejszych rodzin. Rodzin nie milionerów jest po prostu o wiele więcej. Ale dlaczego tylko 20% dzieci milionerów potrafi także zostać milionerami, a zaledwie 6% zgromadzić w ciągu życia majątek większy niż ich rodzice w podobnym wieku? Przecież mają odpowiednie wzory! Największą przyczyną tego zjawiska jest brak uzyskania samodzielności przez dorosłe dzieci milionerów i nadopiekuńczość rodziców, którzy bardzo chętnie „pomagają” swoim dzieciom w dorosłym życiu. Taka ambulatoryjna opieka bardzo często do uzyskania przez dzieci 40-50 roku życia uzależnia i deprawuje. Pomagać rodzinie finansowo oczywiście trzeba, ale ważnym kryterium jest przekazywanie tej pomocy na określony cel, który niestety przeważnie jest celem konsumpcyjnym, a nie inwestycyjnym. Kto by nie chciał, aby jego dzieci znalazły sobie taką pracę o jakiej marzą, a która jednocześnie pozwalałaby im żyć nie gorzej, jak to miało miejsce w domu rodzinnym. Tak dziecko, możesz zostać nauczycielem czy inżynierem, nie zarabiać dużo, bo rodzice ci pomogą. Skoro już jesteśmy przy zawodach wybieranych przez dzieci milionerów oto dziesięć najbardziej popularnych zawodów wybieranych przez dzieci milionerów to w kolejności od najczęściej występujących: 1. Wysoki urzędnik w biznesie 2. Przedsiębiorca 3. Menedżer średniego szczebla 4. Lekarz 5. Specjalista od reklamy 6. Adwokat, prokurator 7. inżynier, architekt, naukowiec 8. Księgowy 9. wykładowca na wyższej uczelni 10. Nauczyciel Okazuje się, że ludzie subsydiowani regularnie przez swoich milionerskich rodziców osiągają średnio 91 % dochodu oraz zgromadzili 81% majątku tego co wypracowały dzieci milionerów takiej pomocy nieotrzymujący. Tylko w przypadku wykładowców i nauczycieli dzieci subsydiowane więcej zarabiają i więcej posiadają majątku niż niesubsydiowani. Odpowiednio majątku mają 122% więcej przy zarobkach wnoszących 88%. Jeżeli weźmiemy np. dzieci milioneró które wybrały zawód księgowego to te które otrzymują „dotacje” zarabiają średnio 78% tego co lekarze nie otrzymujący takich subsydiów, przy czym majątku zgromadzili zaledwie 57% tego co dzieci, które dotacji nie „otrzymują. Dzieje się tak gdyż przyzwyczajenie do pomocy rodziców od najmłodszych lat powoduje zanik naturalnej potrzeby samodzielności. Dzieci niejako uważają, że zawsze będą dostawać pomoc od rodziców jak tylko umiejętnie się uśmiechną. Drugą sprawą jest to, że jak wiemy, nie szanujemy tego, co otrzymujemy zbyt tanio. A więc darmowe pieniądze sprawiają, że wydajemy je też łatwą ręką, a najłatwiej wydaje się na konsumpcje. Osoby, którym rodzice (czy państwo, czy unia, dowolnie to można nazwać) dają jakiekolwiek pieniądze, mają większą zdolność do zaciągania kredytów, a więc mają bardzo wysoką preferencję czasową czyli muszą natychmiast konsumować przez co w rezultacie konsumują mniej. Gdyż ponoszą także koszt kredytu. Ludzie, którzy są subsydiowani bardzo często nie dostrzegają różnicy między tym co posiadają oni, a tym co posiadają osoby je subsydiujące. Czy to rodzice czy państwo. To właśnie wśród osób otrzymujących dotacje czy zasiłki istnieje największe przekonanie, że państwo powinno o nich się troszczyć i że pieniądze się im należą. To między innymi dlatego stworzyłem taką akcję/akcję, taką małą krucjatę 🙂 Jestem OK! Nie biorę! O któej poczytacie na stronei fundacji a gdbybyście chcieli zakupić super czadową koszulkę to zapraszam na O wiele jednak gorszą rzeczą jest to, że dotacje pozwalają bardzo wyobrażają sobie, że dysponują kapitałem który generuje pieniądze, które do nich trafiają. Powoduje to, że mają oni o wiele lepsze mniemanie o swojej sytuacji niż w rzeczywistości. Np. Jeżeli osoba otrzymuje dotacji powiedzmy 10 tys. zł to kapitał, który pozwala na wygenerowanie takiej sumy (z odsetek) to powiedzmy 130 tys. Obdarowywanym wydaje się, że ich majątek jest większy o te 130 tys. A lepsza sytuacja o swojej kondycji finansowej sprawia, że naciąga się spirala kredytów i w efekcie nie jest dobrze. Okazuje się, że ludzie, którzy otrzymują prezenty od swoich rodziców mniej inwestują, bo tylko 65% tego co inwestują osoby samowystarczalne. Więcej (procentowo) też wydają na dobroczynność. W zasadzie bardzo dużo wydają, nieważne czy konsumpcja czy dobroczynności. Pieniądze się ich zwyczajnie nie trzymają. Pomoc finansowo tylko pogłębia ludzką niezaradność. Kluczem jak się okazuje jest nauczenie gospodarności, a nie dawanie gotówki. Tylko jak tej gospodarności nauczyć. Przecież dzieci milionerów mają do czynienia z gospodarnością, która jest czynnikiem sukcesu ich rodziców, a tylko 1/5 przejmuje ich nawyki i zostaje także milionerami. Kluczowym pytaniem jest tutaj, która część zostaje tymi milionerami. Czy statystyka rozkłada się po jednym dziecku z każdej rodziny, czy może milionerami zostają wszystkie dzieci co piątego milionera? Tego niestety Stanley i Danko w swojej pracy nie napisali. Z ponad 20 letnich badań wynika, że 81% milionerów zaczynała od zera i dorobiła się za życia, a tylko 24% dostała od rodziców/znajomych/w spadku/na loterii łącznie kwotę wyższą niż 10 tys. dolarów. Dlaczego więc ponad 87% milionerów pomaga finansowo swoim dzieciom? Ciekawym natomiast jest to, że ogromna większość milionerów ma na temat swojego sukcesu zupełnie odmienne zdanie, niż większość ludzi czytających tego bloga. Wiedza wyniesiona ze szkoły (uczelni) jest (była) mało przydatna w moim dorosłym życiu – w zarabianiu na życie – tylko 14% milionerów zgodziło się z tym zdaniem, 6% nie miało zdania, a pozostali, a było ich aż 80%, ostro zaprotestowali. Jak się okazuje to solidna wiedza w połączeniu z gospodarnością daje wynik. Trudno zaprzeczać, w końcu bez umiejętności czytania i pisania nikt by nic nie osiągnął, a większość uczy się tego przecież w szkole. To właśnie dlatego najpopularniejszym prezentem jest wśród rodzin milionerskich pokrywanie kosztów edukacji swoich wnuków, aby ulżyć swoim dzieciom. Inne popularne formy pomocy to około 1/3 milionerów pomaga swoim dzieciom przy zakupie pierwszego domu, 1/5 daje dzieciom nieoprocentowane pożyczki, a tylko 1/35 otrzymuje gotówkę regularnie. Wróćmy do klucza na naukę „bycia milionerem”. Wiedza i gospodarność, czy też przedsiębiorczość. Jak uczyć wiedzy? To wiemy. Jak uczyć przedsiębiorczości? Oj tutaj już ciężko. Jak pisałem ostatnio każdy ma swój sposób. Nasz patent to maksymalnie umożliwić kontakt z ludźmi przedsiębiorczymi, aby niejako mentalnie przejąć pewne nawyki i sposoby myślenia. To dlatego powstała nasza szkoła Wiedzy uczą w szkole, a my do programu nauczania dodajemy całą masę spotkań z przedsiębiorcami. W ciągu 16 dni wykładowych (8 weekendów) przewija się ich bardzo dużo. Zapraszam, będzie w tym roku kilka grup, a w ostateczności raz na miesiąc trzeba będzie do Warszawy dojechać, ale myślę, że naprawdę warto.